poniedziałek, 16 listopada 2009

Drugi 9-11?

Zastanawia mnie, a właściwie to troszkę poraża powrót amerykańskich mediów do mentalności sprzed 9-11-2001. Amerykańskie media (CNN, ABC, New York Times, etc.), na siłę próbują zatuszować fakt, że psychiatra-morderca dokonujący egzekucji na bezbronnych Amerykanach krzyczał: “Allahu Akbar”, czyli Allah jest wielki. Okrzyk wydawany przez arabskich samobójców. Wręcz przeciwnie, media przedstawiają Nidala Hasana, jako… ofiarę amerykańskiej nietolerancji. Okazuje się, że człowiek który z zimną krwią zabił 13-tu amerykańskich żołnierzy, nie jest mordercą, tylko ofiarą.

CNN tak bardzo rozczulił się nad losem biednego Hasana, że nie dostrzegł kobiety w ciąży i dziecka, które nie miało szansy się urodzić, 19-latka, przed którym dopiero zaczynało się życie, czy też niczemu winnej pielęgniarki. No ale cóż, skoro tak bardzo zainwestowano w czarnoskórego mesjasza, to trzeba go bronić nawet przeciwko oczywistym faktom. Niektórym dziennikarzom “mejnstrimowych mediów” wprost nie mogło przejść przez gardło słowo terrorysta, skoro Obamo-słowotwórstwo przekształciło słowo terror w “man caused disaster” (w wolnym tłumaczeniu “kataklizm spowodowany przez człowieka”). Momentami było to zabawne, gdy w swoim słowotłoku lawirowali wokół słowa terror, terrorysta, jihad, itp., zabawne gdyby nie straszne.

Nidal Hasan kontaktował się z Awlaki, radykalnym klerykiem muzułmańskim w Jemenie, który oficjalnie rekrutuje bojowników al-kaidy. Dla CNN takie kontakty nie są problemem, problemem jest “ukryty rasizm w armii amerykańskiej”.
Przemilczanie przez CNN, ABC i MSNBC faktu, że Nidal Hasan na swoich prywatnych kartach biznesowych wydrukował inicjały: “bojownik Allaha”, jest głupotą, głupotą, która jest skierowana przeciwko amerykańskiemu społeczeństwu. Nie ma sensu tego dalej komentować… Pozostaje pytanie, kiedy Amerykanie obudzą się ze snu o Obamie?

Zaklinanie rzeczywistości i chowanie głowy w piasek mogą spowodować tylko jedno, spowodują, że pamiętny 9-11 powtórzy się. Właściwie, to akt terroryzmu na amerykańskiej ziemi już się powtórzył, tylko media tak bardzo kochające Obamę nie chcą tego dostrzec. Obama kocha świat, a świat kocha Obamę, śpiewają codziennie CNN, ABC, MSNBC, a jeśli rzeczywistość jest inna niż w libernalej bajce tym gorzej dla rzeczywistości.
Jeśli Amerykanie zatracają instynkt samozachowawczy w imię liberalnej politycznej poprawności., to sami będą sobie winni, gdy nadejdzie kolejny 9-11, albo coś jeszcze gorszego.

czwartek, 8 października 2009

Nie wierzę w Polskę.


Nie wierzę w Polskę. Nie wierzę w to, że w Polsce “zmieni się na lepsze”. Polska roku 2009 to mafijna struktura, w której premier ostrzega swoich kumpli przed jedyną służbą, która nie jest jeszcze sparaliżowana przez “państwo”. Bo “państwo” to mafia, a mafia to państwo.
To co się dzieje w polskiej polityce przypomina jakąś koszmarną groteskę.
Czy powstanie Rady Ocalenia Jednorękich Bandytów z generałem Tuskiem na czele nie jest koszmarną parodią “państwa demokratycznego”? O jakiej demokracji zresztą mówimy, jeśli sami dziennikarze przyznają, że prokuratura i prawo są na usługach gangsterów.
Nie ma sensu mówić o “państwie demokratycznym”, skoro ta “demokracja” służy grupie wyłonionej przy okrągłym stole do grabienia państwa od ponad 20 lat.

Tym śmieszniej brzmią słowa Donalda Tuska w sprawie “standardów Platformy”:

“Niech ktoś na tej sali wstanie i powie, że reakcje Platformy są zaniżone - jeśli chodzi o standardy. Ja nie mówię, że standardy są genialne, że są w 100 procentach trafne.”

Ja również nie uważam, że standardy PO są zaniżone, jak na strukturę mafijną, to są to całkiem wysokie standardy. W tym “układzie” Donald Tusk jawi się bardziej jako Don Tusk z Sopoto, niż polityk europejski.

Pytanie pozostaje co dalej z tą “demokracją”, z tym pseudopaństwem i narracyjnymi “mediami”, gangsterami, których nie będzie pilnował już zupełnie nikt (nie licząc idiotki od dorsza) i Don Tuskiem, który jest “zdolny do wszystkiego”. Nawet do wycięcia wiernych mu jak psy pretorianów (teraz jeszcze wierniejszych i bardziej krwiożerczych).


Tusk poprzez swoje decyzje chce uciec do przodu. Tylko jaką partią będzie PO rządzona przez samotnego Don dyktatora? Jaką IIIRP będzie IIIRP, gdzie polityczne ambicje jednego polityka są w stanie zrobić tyle zła? I jeszcze jedno pytanie, kto dziś jeszcze wierzy w uczciwość i standardy, skoro nie wierzy w nie Don Tusk?

wtorek, 21 lipca 2009

Socjalista Obama


Prezydent Obama postanowił przeforsować reformę “amerykańskiej służby zdrowia”, reformę, która będzie kosztowała ponad 1.5 triliona dolarów. Tych pieniędzy Amerykanie nie posiadają, więc według najnowszego planu demokratów będą zmuszeni pożyczyć brakujące fundusze od ciągle bogatych Chińczyków. Gorsza sprawa, że “reforma zdrowia” wypichcona w pośpiechu przez demokratów nie obniża kosztów funkcjonowania opieki zdrowotnej, ale wręcz te koszty podwyższa. Według najnowszych ocen ekspertów “reforma Obamy” jest najgorszym gniotem prawnym w historii Stanów Zjednoczonych. I jeszcze jedno, skoro 70% Amerykanów jest zadowolonych ze swoich ubezpieczeń zdrowotnych to jaki jest sens tej reformy? No właśnie jaki?


Naczelnym hasełkiem prezydentury Baracka Husseina Obamy jest zapewnienie powszechnej opieki zdrowotnej “dla wszystkich”. Nikt z demokratów nie przyzna jakim odbędzie się to kosztem i jakie mogą być konsekwencje wprowadzenia “uniwersalnego ubezpieczenia”.
Wygląda na to, że Obama jest zmuszony do pośpiechu ze względu na lecące na pysk sondaże. Po okresie popularności, Obama z tygodnia na tydzień traci na popularności, więc jeśli nie uda mu się przeforsować tej “reformy” dzisiaj, to za miesiąc może być już za późno. Zwłaszcza, że coraz więcej Amerykanów zaczyna orientować się, że nie chodzi tu wcale o “służbę zdrowia”, tylko o kontrolę państwa. To państwo zacznie kontrolować obywateli poprzez kontrolę nad “uniwersalnym ubezpieczeniem”.
Tak panie i panowie, Amerykanie coraz uważniej patrzą na ręce “mesjaszowi lewicy”. Może nie “mesjaszowi” (przecież Obama jest nadzieją lewicy), tylko raczej supercarowi demokratów?

Rozkochany w bufonadzie i kiepskim stylu Barack Obama mianował nadętych urzędasów, których przekorni Amerykanie nazywają “carami. Wszystkich carów jest już 34-rech, ale każdy z nich posiada swoją prywatną armię doradców i przydupasów. Tak oto w białym domu czarny Obama dokonał afrykańskiego cudu, zamiast kongresu i senatu w najstarszej demokracji świata do głosu dochodzą afrykańsko-carskie koterie.
Oburzeni republikanie wskazują na duplikację stanowisk w senacie i w korpusie carskim Obamy, ale kto by się tym przejmował, przecież rządzi mesjasz Obama, a demokraci mają więszkość, w kongresie i w senacie. Obama po prostu wie lepiej.

Wydaje się, że Ameryka jest w stanie przepoczwarzania się. Jeszcze nie wiadomo co wylezie z kokonu Obamy, ale na pewno nie będzie to motyl. Obama jest ideologiem ukształtowanym poprzez lewicowe slogany, dlatego też jego poczynania mogą okazać się groźne dla USA. Największą nadzieją na przyszłość jest gwałtowne wybudzenie się Amerykanów z letargu. Najnowsze sondaże pokazują, że popularność Obamy i demokratów spada, a Amerykanie zaczynają się budzić ze snu o socjaliście Obamie.

czwartek, 14 maja 2009

Blogosfera dead end?


Zastanawiam się, czy to już koniec blogosfery w Polsce? Czy już wkrótce zaczniemy się bać. Czy poddamy się myślozbrodni i autocenzurze?
Jeśli Kataryna zostanie wezwana do sądu przez młodszego Czumę, to kneblowanie blogosfery stanie się faktem. Polskie sądy to bezprawie, więc można spodziewać się najgorszego, zwłaszcza gdy w “niezależnym” sądzie padnie nazwisko Krzysztofa Czumy. Nie takie procesy widziała III RP.
Napiętnowana Kataryna z ujawnionymi danymi osobowymi będzie przestrogą dla niepokornych i niepoprawnych. Kto wie, co też złego może przytrafić się Katarynie, POlska to w gruncie rzeczy niebezpieczny kraj. Skatowani Olewnikowie i zastraszeni Sumlińscy dobrze o tym wiedzą.
Jaki będzie następny etap? Wystarczy zastraszyć tych bardziej uznanych blogerów, pozwać do sądu jeden portal, czy drugi i… będzie jak w 1933 w Niemczech, ewentualnie w “państwie prawa” Adama Michnika. Tfu, będzie nareszcie normalnie i spokojnie, tak jak 4-5 lat temu.
Dobrzy nauczyciele uczą, że zło rodzi się z przyzwolenia . Przyzwolenie na zło, bierność i głupota wystarczą, aby narodził się faszyzm, komunizm, czy też rządy “miłości” i "normalności". I tak się właśnie dzieje, codziennie przesuwana jest ta niewidzialna granica, tego co wolno, a co dziennikarze nazywają krotochliwie “epoką postpolityki”. Idiotyczne stwierdzenie, tak jak gdyby w Polsce po roku 89-tym istniała "normalna" polityka i “demokracja”.
Stada lemingów czytające złonet są przekonane, że żyją w siódmej gospodarce UE, a jedynym złem są złe kaczory, IPN i ten okropny prezydent. Im blogosfera nie jest potrzebna, bo i PO co? Dobrzy panowie z radia i telewizji wszystko gładko wytłumaczą.
Ten piękny obraz świata zakłóca niestety prawicowa blogosfera, a w blogosferze taka… powiedzmy Kataryna. Skoro dziennikarze boją się pisać na poważne tematy i wyciągać wnioski, a nie boi się tego Kataryna, to....
To trzeba się tej Kataryny pozbyć. I wszystko jest jasne, “kto ma oczy niech patrzy, kto ma uszy niech słucha”, że zacytuję Mistrza.
Smaczkiem w tej całej historii jest postać Krzysztofa Czumy, który został skazany w roku 2006 prawomocnym wyrokiem za: (tu zacytuje oryginał) "szkodzenie wizerunkowi Allegro poprzez umieszczanie na swoich serwerach strony umożliwiającej popełnienie oszustw internetowych, między innymi poprzez wyłudzanie loginów i haseł do Allegro".
Okazuje się, że w kraju bezprawia, jakim jest ta bananowa IIIRP, przestępca występuje przeciwko portalowi i szantażuje nie tylko właściciela portalu (I. Janke), ale również blogerkę, która cytuje fragmenty ogólnie dostępnych artykułów. Przecież mu wolno, tego pana trzeba się bać.
Kto zwóci uwagę panu Andrzejowi Czumie, że jego syn nadużywa swego nazwiska w celu szantażu i ograniczenia wolności słowa? Czy ktoś się odważy, czy też w tej blogosferze są sami tchórze i dupki żołędne?
Czy zrobi to Igor Janke? Co dalej z tą naszą blogosferą?
Pytania pozostają otwarte.

niedziela, 15 marca 2009

Napięcia w koalicji, czyli Stefek Niesiołowski “strażakiem”.


Napięcia w koalicji, czyli Stefek Niesiołowski “strażakiem”.
Wydaje się, że napięcia w koalicji się pogłębiają, a przestraszony Tusk wysłał do gaszenia pożaru swojego ulubieńca Stefka Niesiołowskiego.
Ale przypomnijmy od czego się zaczęło, bo tyle “groźnych słów” padło.
Według Eueniusza Kłopotka trzy wpływowe osoby z tzw. “otoczenia premiera” dążą do stworzenia nowej koalicji PO-SLD.
Kłopotek nie ma zaufania do polityków z PO, którzy “grając przeciwko PSL-owi”.
"Odpowiem na moje własne ryzyko i na moją odpowiedzialność, bo to nie jest konsultowana rozmowa z kimkolwiek – do niektórych tak, ale nie do wszystkich. W Platformie Obywatelskiej jest grupa polityków, którzy od początku kontestują koalicję z PSL."
Wydaje się, że koalicjanci zaczynają “rozmawiać” poprzez media, co źle wróży obecnej koalicji. O ile koalicja PO-PSL ma szanse na przetrwanie do końca kadencji, skoro każdy nowy dzień przynosi nowe napięcia i kontrolowane wrzutki w “gazetkach”. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od “niewinnej” porażki PO w Olsztynie, która wydaje się, że miała funkcję katalizatora zmian.
Ciekawę jaką alternatywę przygotowują “chłopaki z WSI”, bo przecież alternatywy istnieją. Najbardziej prawdopodobną wydaje się koalicja PO-SLD, z planem przyszłościowym wchłonięcia SLD (historia przystawek LPR-SO stoi na żywo przed oczyma).
Nasz kochany premier unika wypowiedzi na temat skandalu PSL-u, boi się głośno wypowiadać o powiązaniach biznesowo-towarzyskich Waldka Pawlaka, ale to nie będzie trwało wiecznie. Chłopcy ze służb wkrótce przyprą go do ściany, chyba, że Tusk coś wymyśli, ale wątpie...
Premier Tusk jest dziś osacznony i bezradny, frakcja Schetyny i „cyngle” Komorowskiego rozpoczęły własną zagrywkę, której wynikiem będzie nowy podział władzy w bananowej IIIRP. Wyraźnie ktoś komuś nacisnął na odcisk, albo bezkarne chłopaki „ze służb” dostały nowe instrukcje od Miodowicza i Brochwicza. Te dziennikarskie wrzutki do „dziennika”, to nie przypadek, ale planowana akcja.
„Będzie się działo”, jak to mówią starzy Kaszubi, a same głupie uśmiechy nie wystarczą tym razem. Poleje się krew, z tego prostego powodu, że Tusk nie kontroluje „służb”, które miały wystarczająco dużo czasu na przygotowanie „planu B”. Skończył się „czas uśmiechów” i debilnych wycieczek do Peru i w Dolomity, zaczęła się brutalna walka. Pierwszą ofiarą zmian „dekoracji” będzie Waldek, a zrozpacznony Donald zostanie postawiony przed alternatywą koalicja PO-SLD, albo nowe wybory. Jeśli jest głupcem, to nadal będzie wierzył w „sondaże”, jeśli realistą to przypomni sobie nieszczęsne wybory w Olsztynie. W nowej funkcji „strażaka” znalazł się Stefek Niesiołowski, który zapewnił, że Julla Pitera dostała wytyczne, aby nie zajmować się sprawą biznesowych powiązań wicepremiera z ochotniczą strażą pożarną. Czy jeden Niesioł wystarczy na ugaszenie pożaru, to się jeszcze okaże?